Sezon rozpoczęty, kluby wystartowały, wyścig o miejsca premiowane grą w pucharach trwa w najlepsze, a Piast Gliwice nadal na urlopie. Nie pomógł nowy trener, nie pomogły nowe transfery, a także nie pomógł okres przygotowawczy. Piast nudzi tak samo jak w zeszłym sezonie, a nawet gorzej. Jedyny plus jest taki, że znajduje się w strefie spadkowej, co jest pierwszym krokiem do zmiany tego stanu rzeczy. Drugim jest oczywiście spadek z ligi.
Zamiast brać pieniądze z miasta, Piast Gliwice powinien otworzyć własny biznes. Nowa marka energetyków w dwóch wariantach: 15 mg kofeiny na 100 ml dla osób poniżej 18 roku życia oraz 40 mg kofeiny na 100 ml dla osób dorosłych. Wtedy kibice obecni na stadionie mogliby na miejscu zakupić takiego energetyka, dzięki czemu skorzystałby każdy. Oni by nie zasnęli, a klub by zarobił. Choć patrząc na grę Piasta, byłyby obawy, czy zamiast kofeiny w tych napojach nie byłyby rozpuszczone tabletki nasenne.
W poprzednim sezonie Piast Gliwice strzelił 37 goli, co jest drugim najgorszym wynikiem w ekstraklasie. Za to świetnie wyglądali w defensywie — mniej goli stracił tylko Raków oraz mistrz Polski — Lech Poznań. Podsumowując, Piast mało tracił, ale także mało strzelał. Tak wygląda przepis na nudę. Zresztą wystarczy spojrzeć — kim oni straszyli w ataku w zeszłym sezonie. Jirka, Rosołek, Felix, czy Szczepański to nie są zawodnicy, dla których chce się chodzić na stadion. Efekt? Piąta najgorsza frekwencja na meczach domowych w poprzednim sezonie. Przed nimi między innymi Raków, Stal oraz Puszcza, czyli kluby z bardzo małymi stadionami.
Gliwicka wyprzedaż
Piast Gliwice przed sezonem pożegnał paru piłkarzy. Arkadiusz Pyrka, Akim Zedadka, Miłosz Szczepański, Tomas Huk, Miguel Munoz, Maciej Rosołek, Tihomir Kostadinov, Marcel Bykowski, Damian Kądzior, Sergiy Krykun, Bartłomiej Jelonek, Filip Karbowy oraz Piotr Urbański — ci zawodnicy odeszli w tym oknie z Piasta Gliwice za łączną sumę zero złotych. To nie są jacyś wybitni zawodnicy, jednak serio nie dało się na nich ugrać większej sumy? Klub może się wybronić, że niektórym tym zawodnikom wygasał kontrakt. Jednak to nie jest żadne tłumaczenie. Kontrakt podpisuje klub w porozumieniu z zawodnikiem. Jeśli Piast nie zadbał o politykę kontraktową, teraz na tym stracił. „Piastunki” zarobiły jedynie na Fabianie Piaseckim, choć kwota odstępnego za ten transfer nie została ujawniona.
Ciekawe nabytki
W tym sezonie Piast Gliwice dokonał także paru wzmocnień. Do klubu przyszli: Ema Twumasi, Quentin Boisgard, Hugo Vallejo, Adrian Dalmau, Leonardo Sanca, Filip Borowski, Juande Rivas oraz German Barkovskiy. Na papierze dosyć ciekawe ruchy. Do tego nowy trener — Max Molder — to dosyć mocne odświeżenie szatni. Przed sezonem klub mógł oczekiwać po tych zmianach trochę ciekawszej gry oraz lepszych wyników na papierze.
Tragiczny początek i nudna gra
Po rewolucji kadrowej jak i trenerskiej, wielu myślało, że Piast realnie włączy się do gry o europejskie puchary w obecnie trwającym sezonie ekstraklasy. Nic bardziej mylnego. Piast obecnie zajmuje przed ostatnie miejsce w ligowej tabeli, a gdyby nie odjęte punkty Lechii Gdańsk, zamykałby stawkę. Sama pozycja w tabeli nie jest martwiąca o tyle, że „Piastunki” mają zaległe dwa spotkania, czyli łącznie sześć punktów w puli. Gdyby jakimś cudem faktycznie drużyna trenera Moldera wygrała te mecze, spokojnie znalazłaby się w środku tabeli. Bardziej martwi forma strzelecka tego zespołu. Drużyna z Gliwic nie strzeliła jeszcze żadnego gola w tym sezonie! Brak pomysłu na kreowanie akcji i łączne xG na poziomie 2,47 w czterech spotkaniach. Woła to o pomstę do nieba. Jedno jest pewne — oglądanie Piasta w tym sezonie to strata czasu. Oby to się zmieniło.
Na horyzoncie Zagłębie
Przed sezonem wielu ekspertów typowało, że Leszek Ojrzyński jako pierwszy straci pracę ze wszystkich trenerów w lidze. Tak się jednak nie wydarzyło. Pierwsze miejsce zajął Zelijko Sopić — były już trener Widzewa Łódź. Ojrzyński za to radzi sobie w kratkę. Ma tyle samo punktów co Motor Lublin zajmujący obecnie pierwsze spadkowe miejsce w tabeli. Bądź co bądź, jego celem raczej i tak jest utrzymanie. Klub z Lubina — sponsorowany przez państwową spółkę — wiele razy udowodnił, że ich gadki „o sporcie” to puste słowa i liczy się tylko utrzymanie.
***
W Lubinie na pewno nie zabraknie emocji — chciałoby się powiedzieć. A jak będzie naprawdę? Tego nawet piłkarscy bogowie nie są w stanie przewidzieć. Z jednej strony Zagłębie Lubin — bilans bramkowy 10:8 — a z drugiej strony gliwicka męczarnia. Prawdę mówiąc to spotkanie może przechylić się w każdą stronę. Nie zdziwi prawdziwy futbolowy thriller, ale nie zdziwi także bezbramkowy remis z łącznym xG w meczu na poziomie 0,50. Chyba każdy nie może się doczekać, prawda?